KEMPA Edward Stanisław (1927-2006) [5-1-16]

KEMPA Edward Stanisław [5-1-16], urodzony 27.09.1927 r. w Rudzie Śląskiej. Profesor doktor habilitowany. Był pierwszym historycznie absolwentem Wydziału Inżynierii Sanitarnej Politechniki Wrocławskiej (1954). Stopień doktora nauk technicznych uzyskał w 1963 r. na Wydziale Inżynierii Sanitarnej i Wodnej Politechniki Warszawskiej w zakresie odwadniania i zgazowywania osadów ściekowych, a stopień doktora habilitowanego – w 1976 r. na Wydziale inżynierii Sanitarnej PWr. Tytuł profesora zwyczajnego otrzymał w 1986 r. Do czasu przejścia na ustawową emeryturę (1 X 1997 r.) pracował na stanowisku profesora zwyczajnego w Instytucie Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Zielonogórskiego. Nie tracił kontaktów ze studentami i uczelnią do ostatnich dni życia. Był uczonym o autorytecie uznanym w kraju i za granicą, ekspertem i doradcą WHO i innych organizacji ONZ. Bogaty dorobek naukowy Profesora to ponad 310 publikacji naukowych, 15 książek i skryptów, 340 ekspertyz i opinii technicznych, ponad 100 recenzji naukowych, liczne tłumaczenia (znał biegle języki niemiecki i angielski), kilkanaście patentów i wynalazków. Wypromował 10 doktorów, recenzował 25 prac doktorskich i kilkanaście habilitacyjnych. Przyczynił się do rozwoju gospodarki wodno-ściekowej i ochrony wód w Polsce. Zaprojektował 30 oczyszczalni ścieków, zrealizowanych w całej Polsce, a także 4 zakłady uzdatniania wody. Nie sposób w krótkiej notatce wymienić ogrom Jego dokonań i sukcesów zawodowych. Był docenianym i nagradzanym naukowcem. Otrzymał najwyższe odznaczenia państwowe, m.in. Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta, Złoty Krzyż Zasługi, odznaczenia, medale, nagrody, dyplomy Politechniki, MEN, a w ostatnim miesiącu życia – Odznakę Honorową Absolwenta Politechniki Wrocławskiej. Zasługami i dokonaniami można by obdzielić nie jednego naukowca. Obdarowany bogato zdolnościami, pracowicie realizował swoje powołanie zawodowe, przy czym odważnie opowiadał się za prawdą i sprawiedliwością. Kochał swoje córki: Justynę, Emilkę i małżonkę Lidię, którą z miłością wspominał i przywoływał w różnych sytuacjach, bowiem towarzyszył jej cierpieniu do końca (18 grudnia przed 15 laty odeszła do wieczności).

Uroczystości pogrzebowe Profesora odbyły się 20 grudnia. Rozpoczęła je koncelebrowana nad trumną Zmarłego Msza św. pod przewodnictwem Jego Ekscelencji ks. biskupa-seniora Józefa Pazdura, który wygłosił również homilię. W imieniu parafian Zmarłego pożegnał proboszcz ks. kanonik Janusz Prejzner, w imieniu sąsiadów i przyjaciół – prof. dr Ludwika Sadowska. Na cmentarzu, nad grobem Zmarłego Profesora przypomniał Jego dokonania naukowe przedstawiciel rektora Politechniki Wrocławskiej i przedstawiciel Uniwersytetu Zielonogórskiego – w imieniu tamtejszego środowiska naukowego i studentów. Do grobu została rzucona garść ziemi z rodzinnej miejscowości Profesora z Rudy Śląskiej. Spełniło się marzenie Zmarłego, aby podczas Jego pogrzebu wszystkie dzwony zagrały pięknem ich pełnego brzmienia. Tak się stało – z chwilą, gdy trumna z Jego ciałem opuszczała progi świątyni, wszystkie dzwony głośno zabrzmiały w podzięce i pożegnaniu. Zmarły Profesor był człowiekiem nadzwyczaj prawym i żarliwym katolikiem, głęboko zaangażowanym w życie Kościoła, a swoje doświadczenie naukowe, pomysły i inwencje umiał spożytkować w pracy redakcyjnej czasopisma „U Świętej Rodziny”.

Ksiądz proboszcz wygłosił słowa pożegnania: „Panie Profesorze Edwardzie, Dobroczyńco naszej Wspólnoty Parafialnej i Wielki Przyjacielu duszpasterzy Świętej Rodziny. Tu, w ziemskim Kościele, tracimy w Twojej osobie wzór życia katolickiego. Tracimy członka Rady Parafialnej, współredaktora naszego czasopisma „U Świętej Rodziny”, współzałożyciela parafialnej fundacji „Sancta Familia”. Tracimy inicjatora odtworzenia, a dziś możemy powiedzieć, również fundatora naszych trzech dzwonów. Ich piękny głos wzywający mieszkańców Wielkiej Wyspy do modlitwy, będzie dla nas i następnych pokoleń przypomnieniem Twojej zacnej osoby. Czcigodny Panie Profesorze Edwardzie! Za to wszystko dziękujemy! Wiemy, że ten dzień jest dla Ciebie bardzo radosny, bo jest on spełnieniem Twojej głębokiej wiary w zjednoczenie z Jezusem w niebie. Wiemy też, że tam, u tronu Wszechmogącego zyskujemy pewnego i tak zacnego Orędownika. Twoja służba dla naszej Parafii zmieniła tylko swój wymiar z ziemskiego na ten w Kościele trwającym w niebie, przy Bogu. Panie Profesorze! Wypraszaj nam potrzebne łaski, abyśmy godnie pielgrzymowali do dnia, kiedy i nas odwoła Bóg Ojciec. Wierzymy, że tam w wiecznej radości spotkamy się ponownie”.

Wspomnienia córek: „Jaki był Nasz Tata? Przede wszystkim wesoły, ale przy tym bardzo wymagający. Jego wesołość widać było wyraźnie, kiedy oglądał z nami filmy rysunkowe i śmiał się serdecznie, jak małe dziecko. Nasze wierszyki i piosenki nagrywał na taśmie magnetofonowej, kiedy jeszcze byłyśmy w wieku przedszkolnym; rozładowywał naszą tremę rozśmieszaniem nas – i te właśnie jego chichoty wraz z naszymi są do dziś utrwalone na nagraniach. Nauczył nas Modlitwy do Anioła Stróża i modlił się z nami wieczorem. Miał naprawdę wielkie zaufanie do Aniołów Stróżów i zawsze przez cale życie przypominał nam, byśmy się do nich uciekały w każdej sytuacji. Mówił też, by modlić się do Anioła Stróża tych osób, które zostały postawione na naszych drogach. Lubił się z nami bawić i uprawiać sporty i turystykę. Nauczył nas jeździć na łyżwach – zabierał nas do szkółki łyżwiarskiej i jeździł razem z nami – był bardzo dobrym łyżwiarzem. Do dziś uprawiamy ten sport i jest on nadal przez nas ulubiony. W ogródku obok naszego domu (wtedy jeszcze niezagospodarowanym przez sąsiadów) wylewał w zimie dla nas lodowisko i codziennie wieczorem dolewał świeżą wodę, byśmy miały czystą i równą taflę na następny dzień. Jeździł z nami na kuligi, sanki – zawsze jeden urlop spędzaliśmy z całą rodziną zimą – chyba lubił tę porę roku i skrzący się śnieg. Latem często jeździliśmy w Karkonosze, najczęściej do Karpacza. Tam uwielbiał górskie wędrówki z nami i zapoznawał nas z przyrodą. Już jako małe dziewczynki poznałyśmy Karkonosze wzdłuż i wszerz. Rano, kiedy jeszcze spałyśmy, wymykał się na zbieranie grzybów – kurek, które potem smażył dla nas na masełku – pychota! – do dziś pamiętamy ten cudny aromat. Był też bardzo wymagający i z wiekiem, gdy dorastałyśmy, wymagał od nas szczerości, porządku i rzetelnego podejścia do nauki w szkole. Sprawdzał nasze odrobione lekcje, zwłaszcza z matematyki. Uczył nas też angielskiego, przy czym nie zawsze udawało się nam skupić, bo to przecież był nasz Tato, a nie surowy nauczyciel. Zmarł 16.12.2006 r. po ciężkiej chorobie nowotworowej, z którą przez ponad pięć lat dzielnie się zmagał. (Redakcja „U Świętej Rodziny”; proboszcz – Janusz Prejzner; córki: Justyna Kempa-Teper i Emilka Borkowska)