{"id":622,"date":"2018-04-05T11:19:35","date_gmt":"2018-04-05T09:19:35","guid":{"rendered":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/?p=622"},"modified":"2018-04-05T11:19:35","modified_gmt":"2018-04-05T09:19:35","slug":"trafikowska-irena-z-d-skibinska-1925-2013-19-20-24","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/?p=622","title":{"rendered":"TRAFIKOWSKA Irena z d. Skibi\u0144ska (1925-2013) [19-20-24]"},"content":{"rendered":"<p><strong><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"alignleft size-medium wp-image-623\" src=\"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/wp-content\/uploads\/2018\/04\/TrafikowskaIrena_19-20-24_bio-300x236.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"236\" srcset=\"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/wp-content\/uploads\/2018\/04\/TrafikowskaIrena_19-20-24_bio-300x236.jpg 300w, https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/wp-content\/uploads\/2018\/04\/TrafikowskaIrena_19-20-24_bio.jpg 339w\" sizes=\"(max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/>TRAFIKOWSKA Irena z d. Skibi\u0144ska<\/strong> [19-20-24], urodzona 23.08.1925 r., harcerka, \u017co\u0142nierz Powstania Warszawskiego (batalion Parasol \u2013 sanitariuszka \u0142\u0105czniczka); dzia\u0142aczka wroc\u0142awskiego zarz\u0105du AK. Zmar\u0142a 16.11.2013 r.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><strong>Wspomnienia<\/strong><\/p>\n<p><strong>\u00a0<\/strong><\/p>\n<p>Przed 1 wrze\u015bnia 1939 roku by\u0142am harcerk\u0105 i uczennic\u0105, w wakacje zda\u0142am do drugiej klasy gimnazjum w Kutnie. Rodzina mieszka\u0142a w Kutnie. Ale tu musz\u0119 ma\u0142\u0105 dygresj\u0119 wtr\u0105ci\u0107. Moja matka pochodzi\u0142a z Warszawy, gdzie sko\u0144czy\u0142a szko\u0142y. Po pierwszej wojnie \u015bwiatowej by\u0142 styl, \u017ceby jecha\u0107 i\u00a0dzia\u0142a\u0107 na prowincji. Moja matka przyjecha\u0142a w\u0142a\u015bnie do Kutna. By\u0142a z wykszta\u0142cenia po\u0142o\u017cn\u0105, za\u0142o\u017cy\u0142a tam zwi\u0105zek po\u0142o\u017cnych z ca\u0142ego powiatu i dzia\u0142a\u0142a spo\u0142ecznie na r\u00f3\u017cnych polach. I tak ju\u017c w\u00a0tym Kutnie zosta\u0142a. Tam urodzi\u0142am si\u0119 ja i m\u00f3j brat po trzech latach. Tam chodzi\u0142am do szko\u0142y. Gdy przysz\u0142a wojna, Niemcy zamkn\u0119li nam szko\u0142\u0119 w 1940 roku na wiosn\u0119. Kazali odda\u0107 mundurki. Ja\u00a0mundurka nie odda\u0142am, tylko zmieni\u0142am guziki b\u0142yszcz\u0105ce na zwyczajne. Zacz\u0119\u0142o si\u0119 bezrobocie. Uczyli\u015bmy si\u0119 w domach. By\u0142o jednak wida\u0107, \u017ce co\u015b nad nami wisi. W 1941 roku na wiosn\u0119 nasili\u0142y si\u0119 wyw\u00f3zki m\u0142odzie\u017cy. Mnie wywie\u017ali w pa\u017adzierniku 1941 roku. Nasz transport jecha\u0142 ku Lubece. W\u00a0Lubece by\u0142a fabryka amunicji. Po drodze uciek\u0142am. Nie mia\u0142am jednak dokument\u00f3w, bo zabierali je przy transportach. Sz\u0142am piechot\u0105 z powrotem. Nie spotka\u0142am \u017cadnego \u017candarma, nikt mnie nie zapyta\u0142 o dokumenty. Dosz\u0142am do zaprzyja\u017anionego domu w Kaszliwicach, zatrzyma\u0142am si\u0119 tam. Tak zacz\u0119\u0142a si\u0119 moja w\u0119dr\u00f3wka po domach, gdzie ukrywano mnie przez kilka miesi\u0119cy. Ja chcia\u0142am dosta\u0107 si\u0119 do Warszawy, wi\u0119c obiecywali mi ci\u0105gle, \u017ce przewioz\u0105 mnie na tendrze lokomotywy, poniewa\u017c poci\u0105gi przechodzi\u0142y przez granic\u0119 mi\u0119dzy Wartegau a Generaln\u0105 Guberni\u0105, a Kutno znalaz\u0142o si\u0119 w\u00a0Wartegau. Tak trwa\u0142o do lutego. W lutym powiedzia\u0142am sobie, \u017ce id\u0119 do Warszawy piechot\u0105. Dzie\u0144 by\u0142 mro\u017any, \u015bnie\u017cny, bielusie\u0144ka szosa. O zachodzie s\u0142o\u0144ca zostawi\u0142am za sob\u0105 tarcz\u0119 s\u0142o\u0144ca zapadaj\u0105c\u0105 si\u0119 w czerwie\u0144. Trzymaj\u0105c pod pach\u0105 p\u00f3\u0142 kilo cukru, w granatowym p\u0142aszczyku, bereciku, bucikach zimowych w\u0119drowa\u0142am szos\u0105 ku Warszawie. Jakie\u015b 136 kilometr\u00f3w przede mn\u0105 by\u0142o. Na\u00a0pewnym odcinku dogoni\u0142y mnie sanki dzwoni\u0105ce i g\u0142os wo\u017anicy: &#8222;A panienka to tak dok\u0105d?&#8221;. A ja, zgodnie z prawd\u0105 odpowiedzia\u0142am, \u017ce do Warszawy. &#8222;To daleko, mo\u017ce ja podwioz\u0119&#8221; \u2013 us\u0142ysza\u0142am. Wsadzi\u0142 mnie na swoje sanki, zawi\u00f3z\u0142 do swojego domu. Tam by\u0142y dwie dziewczyny. Pami\u0119tam, \u017ce\u00a0k\u0105pa\u0142y\u015bmy si\u0119 w du\u017cej balii. Potem ju\u017c nie wypu\u015bci\u0142 mnie spod swojej opieki. W efekcie znalaz\u0142am si\u0119 nad granic\u0105, w domu, gdzie by\u0142o kilku takich amator\u00f3w do przej\u015bcia przez granic\u0119. Wyznacza\u0142 j\u0105 bia\u0142y, zamarzni\u0119ty strumie\u0144. Wie\u015b by\u0142a na jednej skarpie, a na drugiej ju\u017c by\u0142a Generalna Gubernia. Czekali\u015bmy tam na to, a\u017c b\u0119dzie mia\u0142 s\u0142u\u017cb\u0119 zaprzyja\u017aniony z tym gospodarzem \u017candarm. On nam mia\u0142 da\u0107 bia\u0142e prze\u015bcierad\u0142a, \u017ceby\u015bmy jako duchy przeszli przez mostek przy strumieniu. Troch\u0119 bawi\u0142a mnie ta inscenizacja. Ale jedna noc, druga noc min\u0119\u0142y. Zobaczy\u0142am, \u017ce nie jestem sama na tym w\u00f3zku, \u017ce tam chodz\u0105 r\u00f3\u017cne takie robaczki. Pomy\u015bla\u0142am sobie, \u017ce nie b\u0119d\u0119 czeka\u0107 i sama to zrobi\u0119. W\u00a0bia\u0142y dzie\u0144, w tym granatowym p\u0142aszczyku zesz\u0142am skarp\u0105 na mostek i przesz\u0142am go nie ogl\u0105daj\u0105c si\u0119 na prawo ani na lewo. Nikt za mn\u0105 nie zawo\u0142a\u0142, nikt do mnie nie strzeli\u0142, nie potrzebowa\u0142am bia\u0142ego prze\u015bcierad\u0142a. Wysz\u0142am na drug\u0105 stron\u0119 i ju\u017c by\u0142am w Generalnej Guberni. Sz\u0142am, sz\u0142am, a\u017c\u00a0do Warszawy dosz\u0142am. W Warszawie mia\u0142am przyjaci\u00f3\u0142k\u0119 jeszcze z lat szko\u0142y powszechnej. Poniewa\u017c korespondowa\u0142y\u015bmy ze sob\u0105, wi\u0119c zna\u0142am jej adres. By\u0142a to Sienna 88 chyba, blisko placu Kazimierza. Tam by\u0142am jaki\u015b czas. Potem si\u0119 przenios\u0142am. Matka znalaz\u0142a ze mn\u0105 kontakt, zacz\u0119\u0142a mi przysy\u0142a\u0107 marki. Ja wymienia\u0142am je na polskie pieni\u0105dze na czarnym rynku i jako\u015b tak \u017cy\u0142am. Wynaj\u0119\u0142am sobie pokoik. Drugi adres to by\u0142a Daleka 4, u bardzo sympatycznej pani Teichen. Tam by\u0142a malutka fabryczka i przy niej by\u0142o mieszkanie dla dyrekcji, a dyrektorem by\u0142 w\u0142a\u015bnie jej m\u0105\u017c \u2013 Teichen. Pani Teichen by\u0142a drobniutka, ma\u0142a, bardzo uprzejma. Wynaj\u0119\u0142a mi ostatni pokoik w\u00a0amfiladzie, pod jednym warunkiem, \u017ce niczego trefnego nie b\u0119d\u0119 przynosi\u0107. Ona czu\u0142a, czym ja si\u0119 zajmuj\u0119. Wtedy by\u0142am kolporterk\u0105 najpierw \u201eBiuletynu S\u0142owia\u0144skiego\u201d, jako \u017ce by\u0142am w grupie Konfederacji Narodu, a potem w grupie Ruchu Kulturowego, kt\u00f3ry rozwin\u0105\u0142 Andrzej Trzebi\u0144ski i\u00a0z\u00a0tego tytu\u0142u by\u0142am kolporterk\u0105 \u201eSztuki i Narodu\u201d, w skr\u00f3cie zwanego SiN. By\u0142 to miesi\u0119cznik kulturalny. Tam produkowa\u0142 si\u0119 Chmura, Gajcy czyli Topornicki, \u0141omin czyli Trzebi\u0144ski. By\u0142am kolporterk\u0105 na Mokot\u00f3w. Z konspiracj\u0105 pierwszy raz zetkn\u0119\u0142am si\u0119 poprzez zaprzyja\u017anionego kolejarza, kt\u00f3ry przywozi\u0142 mi pieni\u0105\u017cki od mamy. On mia\u0142 znajomych na ulicy Emilii Plater. Nazywali si\u0119 chyba Kami\u0144scy i w\u0142a\u015bnie tam by\u0142 m\u0142ody cz\u0142owiek, kt\u00f3ry nale\u017ca\u0142 do ZWZ. To by\u0142o w 1942 roku, zaraz na wiosn\u0119. Zaj\u0105\u0142 si\u0119 grup\u0105 dziewcz\u0105t i uczy\u0142 nas topografii, zaj\u0119cia sanitarne by\u0142y te\u017c. To by\u0142y pierwsze zetkni\u0119cia. Potem ju\u017c po nitce do k\u0142\u0119bka. Musia\u0142am si\u0119 postara\u0107 o jakiekolwiek dokumenty, \u017ceby m\u00f3c porusza\u0107 si\u0119 swobodnie. Zacz\u0119\u0142am od poszukania szko\u0142y, kt\u00f3ra by przyj\u0119\u0142a mnie bez \u015bwiadectwa i bez \u017cadnych dokument\u00f3w. Znalaz\u0142am i posz\u0142am do trzeciej klasy. By\u0142a to szko\u0142a oficjalnie uznana przez Niemc\u00f3w. To by\u0142y tak zwane Kursy Handlowe imienia Aleksandra Lipy. Tego Lipy nie spotka\u0142am w encyklopedii \u017cadnej, wi\u0119c to chyba w og\u00f3le by\u0142a &#8230; lipa. Ludzie byli wspaniali, wyk\u0142adowcy fantastyczni, dyrektor na medal. Nasza szko\u0142a mie\u015bci\u0142a si\u0119 w willi przy ulicy Obro\u0144c\u00f3w, na Saskiej K\u0119pie. Maj\u0105c ju\u017c legitymacj\u0119 szkoln\u0105 mog\u0142am i\u015b\u0107 do Instytutu G\u0142uchych, gdzie wydawali kenkarty. Na podstawie kenkarty dosta\u0142am kartk\u0119 \u017cywno\u015bciow\u0105. Czu\u0142am si\u0119 ju\u017c obywatelem Warszawy. By\u0142am wtedy szcz\u0119\u015bliwa, \u017ce jestem w Warszawie. Wiedzia\u0142am, \u017ce Warszawa mnie nie zawiedzie, by\u0142o to moje marzenie od dzieci\u0144stwa. Tak czu\u0142am si\u0119 ca\u0142y czas jako\u015b pod ochron\u0105. Nigdy wieczorem, po godzinie policyjnej, przewo\u017c\u0105c paczk\u0119 w por\u0119 nie rozniesionych pism, nie wpad\u0142am w\u00a0r\u0119ce \u017candarm\u00f3w. A ile\u017c razy przeje\u017cd\u017ca\u0142am tak zwanym tramwajem zero! Zero to by\u0142 nocny tramwaj tylko dla Niemc\u00f3w. Oczywi\u015bcie wsiada\u0142am do motorniczego i m\u00f3wi\u0142am: &#8222;Prosz\u0119 pana, ja\u00a0mam trefn\u0105 paczk\u0119.&#8221; \u2013 &#8222;Dobrze, niech panienka rzuci mi w nogi, gdzie panienka chce wysi\u0105\u015b\u0107.&#8221; \u2013 &#8222;Tam, a tam, ale mi\u0119dzy przystankami.&#8221; \u2013&#8221;Dobrze, ja zatrzymam.&#8221; Przyhamowa\u0142 tam, gdzie trzeba, paczk\u0119 odbiera\u0142am, sz\u0142am, nikt mnie nie \u015bciga\u0142. Potem na ulicy Dalekiej niestety narazi\u0142am si\u0119. Pani Teichen znalaz\u0142a pod materacem nierozdane numery. Powiedzia\u0142a: &#8222;Panno Irko, pani przyrzek\u0142a&#8221;. Podzi\u0119kowa\u0142am i zmy\u0142am si\u0119. Wtedy przytuli\u0142y mnie siostry el\u017cbietanki przy ulicy Ch\u0142odnej. Tam by\u0142o mn\u00f3stwo takich dziewcz\u0105t, kt\u00f3re opu\u015bci\u0142y rodziny z tych czy z innych wzgl\u0119d\u00f3w. Warszawa w og\u00f3le by\u0142a miastem m\u0142odzie\u017cy. Za du\u017co by\u0142o m\u0142odzie\u017cy, \u017ceby Niemcy nie orientowali si\u0119, czym to pachnie. U\u00a0si\u00f3str te\u017c si\u0119 narazi\u0142am. Siostra prze\u0142o\u017cona powiedzia\u0142a: &#8222;Wybacz dziecko, ale nara\u017casz wszystkich&#8221;. Chocia\u017c tam nigdy za mojej bytno\u015bci nie by\u0142o \u017cadnej kontroli niemieckiej, \u017cadnej rewizji, musia\u0142am si\u0119 wynie\u015b\u0107. Zamieszka\u0142am na pi\u0105tym pi\u0119trze przy ulicy Hrubieszowskiej 5. To by\u0142 na planie \u00f3semki zbudowany blok dla pracownik\u00f3w PKO. Mieszka\u0142am u kole\u017canki z konspiracji \u2013 W\u0142ady. Jej ojciec by\u0142 w\u00a0PKO pracownikiem. Tu robi\u0142am malutk\u0105 matur\u0119, znaczy cztery klasy ko\u0144czy\u0142am. Zbiera\u0142y\u015bmy si\u0119 w\u00a0\u0142azience, obmywa\u0142y\u015bmy twarz, zm\u0119czone, ca\u0142ymi nocami przygotowywa\u0142y\u015bmy si\u0119 do matury. Wtedy ju\u017c czu\u0142o si\u0119 nadci\u0105gaj\u0105c\u0105 burz\u0119, \u017ce wszystko prowadzi do tego, \u017ceby by\u0142o generalne powstanie. W nas wszystko zaczyna\u0142o kipie\u0107. Te egzekucje na ulicach. W 1943 rozstrzelali nam Andrzeja Trzebi\u0144skiego na Nowym \u015awiecie. Andrzej Trzebi\u0144ski to by\u0142 nasz szef bezpo\u015bredni. Bywa\u0142am na jego prelekcjach. Chodzi\u0142 ca\u0142y czas, my siedzieli\u015bmy lub siedzia\u0142y\u015bmy wtulone w fotel, zafascynowane patrz\u0105c w niego. By\u0142a to posta\u0107 niezwyk\u0142a ju\u017c optycznie. Lekki abnegat, zaniedbany. Jakie\u015b za kr\u00f3tkie r\u0119kawy, za kr\u00f3tkie spodnie, wida\u0107 by\u0142o po nim, \u017ce nie przywi\u0105zuje do tego uwagi. Du\u017co chodzi\u0142 w drewniakach, nawet jesieni\u0105, jak ju\u017c by\u0142o zimno. Rozwichrzony ciemny w\u0142os, w falach spadaj\u0105cych mu na czo\u0142o, p\u0142on\u0105ce ciemne oczy i stale te marzenia o nowym teatrze, nowej kulturze. To by\u0142y takie marzenia dwudziestolatka. On by\u0142 bardzo m\u0142ody, mia\u0142 dwadzie\u015bcia lat. By\u0142 dusz\u0105 tego ca\u0142ego ruchu kulturalnego. Wybuch Powstania zasta\u0142 mnie na punkcie zbornym, przy ulicy Mireckiego, tu\u017c ko\u0142o cmentarzy. Tam mieli\u015bmy wyznaczone miejsce. Na godzin\u0119 czy dwie godziny przed oznacza por\u0105, chyba w samo po\u0142udnie. Bardzo gor\u0105cy i s\u0142oneczny dzie\u0144 by\u0142, t\u0142umy by\u0142y w\u00a0tramwajach, jecha\u0142y dok\u0105d\u015b nie wiedz\u0105c, co im grozi. Ale na Ch\u0142odnej \u017candarmi ju\u017c obwarowali wszystko zwa\u0142ami work\u00f3w z piachem. Czu\u0142o si\u0119, \u017ce oni co\u015b przeczuwaj\u0105. To by\u0142o pierwszego. M\u00f3wi\u0142am ju\u017c o prawdziwym wybuchu Powstania. Bo dwudziestego sz\u00f3stego by\u0142 taki pr\u00f3bny alarm, ale to w nic si\u0119 nie rozwin\u0119\u0142o. Alarm zosta\u0142 odwo\u0142any. W te dni przez ulice Warszawy ci\u0105gn\u0119\u0142y transporty &#8222;zwyci\u0119zc\u00f3w&#8221;, kt\u00f3rzy wracali spod Stalingradu i innych miejsc pora\u017cki. Obanda\u017cowanych, zrezygnowanych, z\u0142amanych, na furach ci\u0105gni\u0119tych przez chude koniki. Widzia\u0142o si\u0119 ju\u017c odlot tych Niemc\u00f3w, odjazd. Opuszczaj\u0105 Warszaw\u0119, ju\u017c ich nie b\u0119dzie, to my im na ko\u0144cu damy \u0142upnia. Po\u00a01\u00a0sierpnia zosta\u0142y\u015bmy przydzielone ca\u0142\u0105 grup\u0105, nas dziewcz\u0105t by\u0142o bardzo du\u017co, do szpitala. Szpital Karola i Marii wkr\u00f3tce zosta\u0142 opanowany przez Niemc\u00f3w i zosta\u0142y\u015bmy zwolnione przez swoj\u0105 dru\u017cynow\u0105. Powiedzia\u0142a: &#8222;Ratujcie si\u0119 dziewcz\u0119ta jak mo\u017cecie&#8221;. Przesz\u0142am do szpitala \u015bwi\u0119tego \u0141azarza przy ulicy Wolskiej, gdzie by\u0142am kilka dni. Tam r\u00f3wnie\u017c wkroczyli Niemcy i zacz\u0119li zagra\u017ca\u0107 wszystkim rannym le\u017c\u0105cym w szpitalu. By\u0142o tak gro\u017anie, \u017ce wyprowadzi\u0142am jednego z chodz\u0105cych rannych i opu\u015bci\u0142am szpital. Znalaz\u0142am si\u0119 na pustej ulicy. Przebiega\u0142a harcerka, kt\u00f3ra wci\u0105gn\u0119\u0142a mnie do \u201eParasola\u201d. Dosta\u0142am przydzia\u0142 do Pierwszej Kompani Drugiego Plutonu i bra\u0142am udzia\u0142 w\u00a0potyczkach na cmentarzu. Tak si\u0119 zacz\u0119\u0142a moja obecno\u015b\u0107 w \u201eParasolu\u201d. Razem z nimi opu\u015bci\u0142am cmentarze, przeszli\u015bmy przez G\u0119si\u00f3wk\u0119. Tam nas oblaz\u0142y wszy straszliwe. By\u0142y pos\u0142ania, na kt\u00f3re \u017ce\u015bmy si\u0119 rzucili nie \u015bpi\u0105c po nocach ostatnio. Te pos\u0142ania podzi\u0119kowa\u0142y nam obdarzywszy hojnie. Z\u00a0G\u0119si\u00f3wki przeszli\u015bmy dalej przez morze gruz\u00f3w na plac Krasi\u0144skich. Tam nast\u0105pi\u0142o ol\u015bnienie. Plac Krasi\u0144skich by\u0142 zielony. Ani jedna ga\u0142\u0105\u017a nie le\u017ca\u0142a pod nogami, drzewa by\u0142y w pe\u0142ni zieleni, trawa by\u0142a \u015bwie\u017cutka. Nietkni\u0119te to by\u0142o jeszcze \u017cadnym pociskiem. Po\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 z rozkosz\u0105 na tej trawie. Po\u00a0wszystkich gruzach myli\u015bmy si\u0119 w resztce wody w fontannie, byli\u015bmy uszcz\u0119\u015bliwieni, \u017ce tak mo\u017ce by\u0107 cudnie. Po kilku dniach ten park zamieni\u0142 si\u0119, niestety, w jedno wielkie cmentarzysko. Niemcy nas bardzo pr\u0119dko wymacali na Pawiaku i zacz\u0105\u0142 si\u0119 ostrza\u0142. Trudno opowiada\u0107. Musz\u0119 powiedzie\u0107 jeszcze o jednym momencie, kt\u00f3ry do dzisiaj uwiera mnie i boli w sercu. Poza pa\u0142acem, w kt\u00f3rym mieli\u015bmy kwatery, by\u0142a tak\u017ce oficyna. W tej oficynie mieszkali cywile. Ludno\u015b\u0107 znios\u0142a ca\u0142y sw\u00f3j dobytek do piwnicy. Tam by\u0142a wegetacja, nawet taka jaka\u015b mo\u017cliwa, do przyj\u0119cia. Pani Borejsza zaproponowa\u0142a, \u017ceby\u015bmy si\u0119 posz\u0142y umy\u0107. Oczywi\u015bcie, dziewcz\u0119ta bardzo o tym marzy\u0142y. Zaprosi\u0142a nas na swoje pi\u0119tro, przygotowa\u0142a nam mycie i nakarmi\u0142a nas. Prosi\u0142a tylko, \u017ceby\u015bmy da\u0142y zna\u0107, jak b\u0119dziemy odchodzi\u0107. Tego nie mog\u0142y\u015bmy uczyni\u0107. Nie wolno m\u00f3wi\u0107 cywilom, \u017ce opuszcza si\u0119 miejsce postoju. Bo cywile ruszyliby z p\u0142aczem, z krzykiem, z szykowaniem swoich rzeczy. Przez kana\u0142 nie wpuszczali cywil\u00f3w, tylko wojskowym wolno by\u0142o wchodzi\u0107. 2 wrze\u015bnia o \u015bwicie opu\u015bcili\u015bmy Stare Miasto i wyszli\u015bmy na Wareckiej. Musz\u0119 powiedzie\u0107, \u017ce te wszystkie dramatyczne opowie\u015bci nie przemawiaj\u0105 i tak. Ja mam tak\u0105 zdolno\u015b\u0107 pami\u0119ci, \u017ce wykre\u015blam z niej to, co jest nieprzyjemne. Dlatego nie pami\u0119tam \u017cadnych cuchn\u0105cych, \u015bliskich pod nogami cieczy. Nie pami\u0119tam \u017ceby by\u0142o bardzo duszno. Mieli\u015bmy rannego, kt\u00f3rego koledzy nie\u015bli z ty\u0142u. Co chwil\u0119 posy\u0142a\u0142am, poniewa\u017c szli\u015bmy pojedynczo, zapytanie: &#8222;Jak si\u0119 ma ranny?&#8221;. Odpowied\u017a przychodzi\u0142a \u0142a\u0144cuchowo: &#8222;Dobrze, niesiemy go&#8221;. A przy wyj\u015bciu na Wareckiej okaza\u0142o si\u0119, \u017ce go nie ma. Gdzie\u015b zosta\u0142. Najpierw wypytywa\u0142am wszystkich, czy widzieli gdzie ten ranny zosta\u0142 przyniesiony. \u017badnego rannego nie wynie\u015bli. A on by\u0142 ci\u0119\u017cko ranny, to by\u0142 Mietek, nasz dow\u00f3dca plutonu. Postanowi\u0142am wr\u00f3ci\u0107 do kana\u0142u i odszuka\u0107 go. Ile czasu szli\u015bmy, to nie wiem, bo przecie\u017c zegarka nie mia\u0142am. Nie wiedzia\u0142am, ile czasu b\u0119d\u0119 musia\u0142a wraca\u0107. Zacz\u0119\u0142am kr\u0119ci\u0107 si\u0119 w\u015br\u00f3d cywil\u00f3w i pyta\u0107 kto ma latark\u0119, \u017ceby ze mn\u0105 zej\u015b\u0107. By\u0142 taki jeden ciekaw kana\u0142\u00f3w, w jasnym p\u0142aszczu, mia\u0142 latark\u0119. Zgodzi\u0142 si\u0119, bo chcia\u0142 bardzo wej\u015b\u0107 do kana\u0142u, chcia\u0142 tam by\u0107. Zeszli\u015bmy razem i zacz\u0119li\u015bmy i\u015b\u0107 z powrotem. Pami\u0119tam, \u017ce mia\u0142am p\u00f3\u0142buty od pani Borejszy. By\u0142y mokre i mia\u0142am podkasane spodnie. Nie by\u0142o jednak du\u017cych strumieni. Ten pan latark\u0105 wydobywa\u0142 czarn\u0105 przestrze\u0144 g\u0142\u0119bi kana\u0142\u00f3w, wi\u0119c kszta\u0142t podziemi utkwi\u0142 mi w\u00a0pami\u0119ci. By\u0142 p\u00f3\u0142okr\u0105g\u0142y, potem mia\u0142 takie podmurowanie i zag\u0142\u0119bia\u0142 si\u0119 w wod\u0119. By\u0142o pusto. Szli\u015bmy, szli\u015bmy, pusto, cicho, pusto, cicho i nagle \u015bwiat\u0142o latarki wydoby\u0142o kilka bladych twarzy w\u00a0g\u0142\u0119bi. Doszli\u015bmy do nich. Nigdy przedtem i nigdy potem nie widzia\u0142am tak przera\u017conych twarzy. By\u0142o to trzech ch\u0142opc\u00f3w z \u201eWigr\u00f3w\u201d. Obieca\u0142am im, \u017ce wyj\u015bcie jest niedaleko, \u017ceby szli dalej. Ale oni nie mieli \u015bwiat\u0142a, macali po ciemku. Znale\u017ali\u015bmy taki za\u0142omek muru gdzie mogli skry\u0107 si\u0119. Rzeczywi\u015bcie weszli tam. My\u015bmy szli dalej. Ale poniewa\u017c ci m\u0142odzi ludzie powiedzieli, \u017ce weszli ostatni do kana\u0142u i\u00a0nie widzieli nikogo le\u017c\u0105cego po drodze, to zacz\u0119\u0142am mie\u0107 w\u0105tpliwo\u015b\u0107, co by\u0142o z tym rannym. Cz\u0142owiek towarzysz\u0105cy mi te\u017c zacz\u0105\u0142 si\u0119 zastanawia\u0107, czy jest sens \u017ceby\u015bmy szli dalej. Niemcy do\u00a0kana\u0142u nie wchodzili, ale ten cz\u0142owiek nie wiedzia\u0142 o tym. W pewnym momencie si\u0119 zbuntowa\u0142 i\u00a0powiedzia\u0142, \u017ce on dalej nie idzie i wraca ju\u017c. Pozwoli\u0142am mu, ale to macanie w ciemno\u015bci nie mog\u0142o by\u0107 skuteczne. Pami\u0119ta\u0142am od przej\u015bcia od Starego Miasta, \u017ce tam by\u0142y rozga\u0142\u0119zienia i mo\u017cna by\u0142o zab\u0142\u0105dzi\u0107. Musia\u0142am wr\u00f3ci\u0107. To mnie uwiera w sercu do dzisiaj. Nie znaleziono go, zgin\u0105\u0142. Umieszczono nas na kwaterze na Ok\u00f3lniku, w szkole muzycznej. Jeden z koleg\u00f3w usiad\u0142 do fortepianu i zacz\u0105\u0142 gra\u0107. Nie wiem, co gra\u0142, to niewa\u017cne. Wa\u017cne, \u017ce muzyka nie umar\u0142a. Ja na Ok\u00f3lniku bywa\u0142am we wtorki, kiedy by\u0142y koncerty dla Polak\u00f3w w czasie okupacji i tam ca\u0142\u0105 grup\u0105 ze szko\u0142y \u017ce\u015bmy bywa\u0142y. Tam pozna\u0142am jeszcze wiele os\u00f3b. Ok\u00f3lnik tez zosta\u0142 ostrzelany i musieli\u015bmy stamt\u0105d uchodzi\u0107. A jeszcze w tak zwanym mi\u0119dzyczasie byli\u015bmy zaproszeni na koncert Fogga. Fogg nam dawa\u0142 koncert w lokalu egipskiej czy bu\u0142garskiej ambasady. On \u015bpiewa\u0142, towarzyszy\u0142a mu pi\u0119knie uczesana, w bia\u0142ej bluzce, sekretarka. A my siedzieli\u015bmy w tych naszych cuchn\u0105cych rzeczach na\u00a0pod\u0142odze, w tych naszych zmoczonych butach. Bili\u015bmy oklaski. To by\u0142a taka przyjemna rozrywka. Potem poszli\u015bmy na Czerniak\u00f3w i tu stopniowo oddawali\u015bmy wszystkie po kolei pozycje, a\u017c znalaz\u0142am si\u0119 na Wilanowskiej 5 z rannym, z postrza\u0142em w kostk\u0119 nogi, kt\u00f3ry bardzo krwawi\u0142. Poniewa\u017c w\u00a0s\u0105siedniej piwnicy by\u0142a kwatera \u201eRados\u0142awa\u201d, razem z jego \u015bwit\u0105 bezpo\u015bredni\u0105, prosi\u0142am ich o\u00a0dwoje ludzi z kocem, \u017ceby przenie\u015b\u0107 tego rannego na brzeg Wis\u0142y. Bo my\u015bmy byli blisko brzegu Wis\u0142y, a berlingowcy ju\u017c przep\u0142ywali. To by\u0142o z 19 na 20 wrze\u015bnia. W ko\u0144cu przenie\u015bli\u015bmy rannego na skarp\u0119 nad Wis\u0142\u0105. Czarna noc, Niemcy co jaki\u015b czas nas o\u015bwietlali i wtedy zobaczy\u0142am, \u017ce dooko\u0142a le\u017cy mn\u00f3stwo rannych czekaj\u0105c cierpliwie na sw\u00f3j ostatni przep\u0142yw przez Wis\u0142\u0119. Kto m\u00f3g\u0142, to pop\u0142yn\u0105\u0142 wp\u0142aw, a inni czekali. W tym momencie, kiedy po\u0142o\u017cono tego rannego, ja ko\u0142o niego usiad\u0142am i\u00a0pojawi\u0142 si\u0119 ponton. Wyskoczy\u0142o dw\u00f3ch \u017co\u0142nierzy, berlingowc\u00f3w \u2013 zabrali \u201emojego\u201d rannego. Wzi\u0119li go, a on si\u0119 chwyci\u0142 mojej panterki i powiedzia\u0142: &#8222;Nie zabierajcie mnie, dop\u00f3ki ona nie wsi\u0105dzie&#8221;. Nie chcia\u0142am dezerterowa\u0107. Pomy\u015bla\u0142am, \u017ce jestem zdrowa, dam rad\u0119 na Starym Mie\u015bcie. Wsiad\u0142am jednak, bo to nie by\u0142 czas na chandryczenie si\u0119. Przep\u0142yn\u0119li\u015bmy w tym malutkim pontonie, nad nami chlupa\u0142y kule, bo ostrza\u0142 by\u0142 od mostu Poniatowskiego. \u017badna jako\u015b nie trafi\u0142a. I tak sko\u0144czy\u0142o si\u0119 dla mnie Powstanie. Patrzy\u0142am na Warszaw\u0119, p\u0142on\u0105ce gruzy, czarne ruiny, czerwone t\u0142o p\u0142on\u0105cego miasta. P\u0142aka\u0142am. Na Starym Mie\u015bcie zdarzy\u0142o si\u0119, \u017ce mieli\u015bmy grup\u0119 je\u0144c\u00f3w. By\u0142o to oko\u0142o trzydziestu m\u0119\u017cczyzn. Niemcy, jak s\u0105 pobici, to s\u0105 bardzo pokorni. Byli bardzo pos\u0142uszni i us\u0142u\u017cni. Oni pierwsi zaj\u0119li si\u0119 odkopywaniem lewego skrzyd\u0142a pa\u0142acu Krasi\u0144skich wtedy, kiedy sztukas zrzuci\u0142 tam bomb\u0119 i ona zawali\u0142a piwnice, a w piwnicach zgin\u0119\u0142o dwudziestu siedmiu naszych koleg\u00f3w i\u00a0kole\u017canek. To by\u0142o 27 sierpnia. Ci Niemcy ich odkopywali. Tak samo byli niedo\u017cywieni, jak my. Mieli\u015bmy tylko raz na jaki\u015b czas zup\u0119 z kot\u0142a. Odkopywali bardzo gorliwie t\u0119 piwnic\u0119, ale \u2013 niestety \u2013 to by\u0142y dwa pi\u0119tra ju\u017c wypalonych mur\u00f3w i zawali\u0142y si\u0119 nad piwnicznym pomieszczeniem, gdzie oni poszli na kwater\u0119. To by\u0142a dru\u017cyna gospodarcza. Schodzili z warty nocnej. W jednej z wn\u0119k piwnicy by\u0142am razem z Mietkiem, czuwaj\u0105c nad nim. Przechodz\u0105c rzuci\u0142a mi powitanie moja przyjaci\u00f3\u0142ka ze szko\u0142y \u2013 Dobroczy\u0144ska Joanna, pseudonim \u201eJoanna d\u2019Arc\u201d. Rzuci\u0142a mi: &#8222;Cze\u015b\u0107 Emilka!&#8221;, to by\u0142o jej powitanie o \u015bwicie i sta\u0142o si\u0119 naszym po\u017cegnaniem zarazem. \u017bo\u0142nierze poszli tam, u\u0142o\u017cyli si\u0119, pewno nie posn\u0119li jeszcze, kiedy bomba spad\u0142a. S\u0142ysza\u0142am j\u0105. To by\u0142 taki d\u017awi\u0119k, jakby kto\u015b w okutych butach zbieg\u0142 po kamiennych schodach. Spad\u0142o to w pewnym momencie, kiedy sztukasy nad nami nurkowa\u0142y. Ja zacz\u0119\u0142am machinalnie liczy\u0107 do pi\u0119tnastu sekund czekaj\u0105c na wybuch. Doliczy\u0142am do czternastu. Zasypa\u0142o ich kompletnie. Nas tylko troch\u0119. To by\u0142o spotkanie z grup\u0105 je\u0144c\u00f3w. Co si\u0119 z nimi p\u00f3\u017aniej sta\u0142o, nie wiem. Chyba nie zostali przeprowadzeni przez kana\u0142. Wszystko dzieli\u0142o si\u0119 na grupki, na miejsca postoju. Nie by\u0142a to jedna wielka kwatera, z kt\u00f3rej wychodzi\u0142o si\u0119 na potyczki. By\u0142y r\u00f3\u017cne miejsca, wi\u0119c grupami byli podzieleni. Dziewcz\u0119ta mia\u0142y przede wszystkim przydzia\u0142y przy rannych. Gotowa\u0142am im zupki-pluj, dba\u0142am o ich czysto\u015b\u0107. Ludno\u015b\u0107 cywilna na pocz\u0105tku wita\u0142a nas z\u00a0entuzjazmem. Ch\u0119tnie pomagali, byli tak samo zaanga\u017cowani emocjonalnie jak my. Z czasem jednak opuszczali\u015bmy miejsca, w kt\u00f3rych byli\u015bmy razem z cywilami, a oni zostali zdani na \u0142ask\u0119 i nie\u0142ask\u0119, a\u00a0szczeg\u00f3lnie na nie\u0142ask\u0119. Bo na pocz\u0105tku na Woli by\u0142y rozstrzelania, wtedy ci ludzie gin\u0119li, Niemcy rozstrzeliwali cywil\u00f3w. Na pocz\u0105tku, jak stan\u0119li\u015bmy na Starym Mie\u015bcie, to dociera\u0142y do nas r\u00f3\u017cne g\u0142osy. Ju\u017c nawet tu i \u00f3wdzie wywieszano bia\u0142e flagi, kt\u00f3re przez nas by\u0142y pr\u0119dko likwidowane. Ju\u017c by\u0142o zm\u0119czenie ludzi, brak wiary, w to, \u017ce si\u0119 sko\u0144czy dobrze. Natomiast my nie mogli\u015bmy traci\u0107 wiary, tylko troch\u0119 w nas gas\u0142 entuzjazm. Tracili\u015bmy koleg\u00f3w, kole\u017canki. Takie pi\u0119kne dziewczyny, tacy m\u0105drzy, \u015bliczni, ch\u0142opcy. Serce coraz bardziej bola\u0142o. Ale ci\u0105gle wierzyli\u015bmy, \u017ce to nie jest nadaremne, nie mo\u017ce by\u0107 nadaremne. Rzadko si\u0119 my\u0142y\u015bmy. W og\u00f3le si\u0119 nie czesa\u0142y\u015bmy. O myciu z\u0119b\u00f3w nie by\u0142o co marzy\u0107, o obcinaniu paznokci te\u017c nie. A jednak na Zag\u00f3rnej dziewcz\u0119ta posz\u0142y do fryzjera. Zag\u00f3rna to blisko ju\u017c na Czerniakowie, tam mieli\u015bmy przez chwileczk\u0119 kwater\u0119. By\u0142am taka zaszokowana. Ja si\u0119 wstydzi\u0142am p\u00f3j\u015b\u0107 z tym co mam na g\u0142owie. Prawdopodobnie umy\u0142y sobie g\u0142owy, tak szczeg\u00f3\u0142owo nie pami\u0119tam. Takie by\u0142y r\u00f3\u017cne doznania. Z jedzeniem by\u0142o kiepsko, kiepsko. Jak\u00a0wyl\u0105dowali\u015bmy na Saskiej K\u0119pie, bieg\u0142am po pomoc, \u017ceby tego rannego zabra\u0107 z wybrze\u017ca. Nie\u00a0mog\u0142am go targa\u0107, nie mia\u0142am si\u0142y. W pewnym momencie upad\u0142am i sko\u0144czy\u0142a si\u0119 dla mnie \u015bwiadomo\u015b\u0107. Ockn\u0119\u0142am si\u0119, zobaczy\u0142am nad sob\u0105 g\u0142owy i us\u0142ysza\u0142am: &#8222;Chyba nie, to z g\u0142odu. Czy pani g\u0142odna?&#8221; Wi\u0119c odpowiedzia\u0142am, \u017ce ch\u0119tnie bym zjad\u0142a kartofle. Chleba nie widzia\u0142y\u015bmy od d\u0142u\u017cszego czasu. Kaszy te\u017c ju\u017c si\u0119 nie gotowa\u0142o. Po prostu z kwatery na kwater\u0119 by\u0142o coraz gorzej. Nie jad\u0142o si\u0119 i\u00a0nie pi\u0142o. W jednym ze zburzonych dom\u00f3w, na jakim\u015b tam pi\u0119trze, doczo\u0142ga\u0142am si\u0119 do \u0142azienki, gdzie sta\u0142a wanna, a w niej woda. Nie by\u0142a to jaka\u015b apetyczna woda, ale znios\u0142am j\u0105 i da\u0142am rannemu do\u00a0picia, bo takie wyschni\u0119te mia\u0142 wargi i gor\u0105czk\u0119. Na takie gesty si\u0119 cz\u0142owiek zdobywa\u0142, nie\u00a0wiedzia\u0142, co z tego wyjdzie. Podobno taka woda nie szkodzi\u0142a. W ko\u015bciele garnizonowym, w piwnicach le\u017celi ranni, tam mo\u017cna by\u0142o spotka\u0107 ksi\u0119dza. M\u00f3j dow\u00f3dca \u00f3wczesny \u201eJeremi\u201d, czyli Jerzy Zborowski, o\u017ceni\u0142 si\u0119 ze swoj\u0105 ukochan\u0105 Nin\u0105, chocia\u017c dosta\u0142a pocisk w szcz\u0119k\u0119 i mia\u0142a bardzo zniekszta\u0142con\u0105 buzi\u0119. Zastanawia\u0142a si\u0119, czy on nadal b\u0119dzie chcia\u0142 si\u0119 z ni\u0105 o\u017ceni\u0107. Ten \u015blub pami\u0119tam, w piwnicy, w naszym towarzystwie. To by\u0142a wzruszaj\u0105ca sprawa. P\u00f3\u017aniej zgin\u0119li obydwoje. Mam ten film porwany, ale pewne momenty mog\u0142abym tak narysowa\u0107. Wszystko przyjmowa\u0142o si\u0119 bardzo g\u0142\u0119boko, bardzo dojmuj\u0105co. Moment, kiedy ch\u0142opcy si\u0119 zbierali do wyj\u015bcia na pozycje by\u0142 bardzo wa\u017cny. Taki jeden by\u0142, kt\u00f3ry si\u0119 strasznie denerwowa\u0142 \u2013 szofer, licealista, \u015bliczny, mia\u0142 ojca Francuza. Strasznie si\u0119 denerwowa\u0142, ale potem m\u00f3wiono o nim, \u017ce jest dzielny, \u017ce jak ju\u017c prze\u0142amie w sobie t\u0119\u00a0bab\u0119 i l\u0119k, to jest jak szatan. Zgin\u0105\u0142 zreszt\u0105. Tak po kolei nas ciosy spotyka\u0142y. Ja by\u0142am ranna w\u00a0gruzach Starego Miasta. Liczono nas wychodz\u0105cych na pozycj\u0119, wychodz\u0105cych z parku Krasi\u0144skich. To by\u0142a jaka\u015b liczba konkretna, nie pami\u0119tam ju\u017c, tyle \u017co\u0142nierzy i jedna \u0142\u0105czniczka, czyli ja. By\u0142am razem ze Zbyszkiem Bieleckim, kt\u00f3rego z przek\u0105sem nazywano &#8222;surowiec&#8221;, bo on nie by\u0142 jeszcze w\u00a0akcji. Do\u0142\u0105czy\u0142 do nas. Taki \u015bliczny ch\u0142opak, \u017ce ja by\u0142am wpatrzona w niego. Jak mo\u017cna by\u0107 tak pi\u0119knym i by\u0107 m\u0119\u017cczyzn\u0105? \u2013 zastanawia\u0142am si\u0119. Po co ta aureola? Posz\u0142am z nim. On mia\u0142 cekaem. Urz\u0105dzi\u0142am mu gniazdo, po\u015bci\u0105ga\u0142am blach\u0119, urz\u0105dzi\u0142am os\u0142on\u0119, on strzela\u0142, a ja podawa\u0142am mu\u00a0ta\u015bm\u0119. Takie jedno gniazdo tkwi\u0142o i jeszcze inni ch\u0142opcy mieli tam podej\u015bcie. To by\u0142 atak w kierunku Pawiaka jeszcze. W pewnym momencie Zbyszek zapragn\u0105\u0142 zobaczy\u0107 efekt swoich wystrza\u0142\u00f3w. Rzeczywi\u015bcie by\u0142 z niego \u201esurowiec\u201d, wychyli\u0142 g\u0142ow\u0119 z tego gniazda. Obrzucili nas pociskami, jego zabili na miejscu. A ja tylko zosta\u0142am ranna, w najbardziej mi\u0119kkie miejsce. Taka by\u0142a moja pozycja, wi\u0119c oberwa\u0142am. Z do\u0142u us\u0142ysza\u0142am: &#8222;Emilka wracaj, b\u0119d\u0119 ci\u0119 os\u0142ania\u0142!&#8221;. To mnie najbardziej ubawi\u0142o wtedy, to by\u0142 najbardziej zabawny moment. Przed czym b\u0119dzie mnie os\u0142ania\u0142? Czy on widzi tego Niemca, co teraz strzela? Czy kule spotka po drodze? Sz\u0142am jednak potykaj\u0105c si\u0119, krew ciek\u0142a mi z nogawki. Os\u0142ania\u0107 chcia\u0142 mnie \u201eBrzoza\u201d, kt\u00f3ry na pocz\u0105tku by\u0142 w szapoklaku. Plaster na ran\u0119 za to, \u017ce odesz\u0142am, w jaki\u015b spos\u00f3b by\u0142am dezerterem, bo odesz\u0142am sprawna jeszcze, nie melduj\u0105c si\u0119 w\u0142a\u015bciwie. W Otwocku znalaz\u0142am dobrych ludzi, kt\u00f3rzy zaj\u0119li si\u0119 mn\u0105. Wtedy pu\u015bci\u0142y nerwy. Odnowi\u0142y si\u0119 rany. Oczyszcza\u0142am u nich te rany przez kilka tygodni, przychodzi\u0142 do mnie lekarz doktor \u0141ukasiewicz. Wszelka choroba, kt\u00f3ra mia\u0142a wyj\u015b\u0107, zosta\u0142a przez niego wyci\u015bni\u0119ta, g\u0142owa zosta\u0142a umyta, ogolona, oczyszczona. Tak mnie przywr\u00f3cili do \u017cycia. Jeszcze by\u0142am w panterce, jeszcze chodzi\u0142am w swoich spodniach zielonych poniemieckich, kiedy kt\u00f3rego\u015b pa\u017adziernikowego, pogodnego, ciep\u0142ego dnia zwin\u0119\u0142am si\u0119 w k\u0142\u0119buszek i w lasku zasn\u0119\u0142am. Obudzi\u0142o mnie dw\u00f3ch Rosjan, ze sztyletami zatkni\u0119tymi na karabinach. Nade mn\u0105 stali. Poniewa\u017c mia\u0142am na ramieniu czerwon\u0105 tarcz\u0119 z parasolem, to spadochroniarz wiedzia\u0142 ju\u017c wszystko. Ale \u017ce niemieck\u0105 panterk\u0119 mia\u0142am i spodnie, to po tym, jak zosta\u0142am aresztowana wypu\u015bcili mnie i oddali pod opiek\u0105 polskiego milicjanta. Potem mieszka\u0142am w domu komendanta milicji w Otwocku. Bardzo by\u0142o tam zimno. Zim\u0119 sp\u0119dzi\u0142am rozbijaj\u0105c l\u00f3d z wiadra, \u017ceby obmy\u0107 sobie twarz. Szuka\u0142am pracy, bo z czego\u015b trzeba by\u0142o \u017cy\u0107. Bardzo blisko znajdowa\u0142 si\u0119 tam budynek, w kt\u00f3rym umieszczony zosta\u0142 Urz\u0105d Wojew\u00f3dzki Warszawski z siedzib\u0105 w Otowcku. Wtedy wojewod\u0105 by\u0142 in\u017cynier Gorli\u0144ski, nie wiem czy nazwiska nie pomyli\u0142am. By\u0142o bardzo sympatycznie, zosta\u0142am przydzielona jako maszynistka, poniewa\u017c maszynopisanie zna\u0142am ze szko\u0142y. By\u0142am w dziale opieki spo\u0142ecznej i pracowa\u0142am tam do 7 marca. W\u00a0styczniu, kiedy Warszawa zosta\u0142a uwolniona, posz\u0142am przez zamarzni\u0119t\u0105 Wis\u0142\u0119 do Warszawy. To\u00a0ciche Stare Miasto, te wszystkie gruzy, kt\u00f3re nawiedzi\u0142am, kt\u00f3re tak bola\u0142y, utwierdzi\u0142y mnie w\u00a0przekonaniu, \u017ce Warszawa umar\u0142a. Wr\u00f3ci\u0142am z Warszawy, pracowa\u0142am dalej. 7 marca postanowi\u0142am wr\u00f3ci\u0107 do mamy, bo Kutno te\u017c by\u0142o ju\u017c wolne. Ale wieczorem us\u0142ysza\u0142am brz\u0119czenie latarki z dynamo. Us\u0142ysza\u0142am kroki \u2013 szed\u0142 kto\u015b po mnie po schodach krokiem \u017co\u0142nierskim. Musz\u0119 jeszcze si\u0119 przyzna\u0107, \u017ce przed tym stworzyli\u015bmy grup\u0119 niepogodzonej m\u0142odzie\u017cy. Grupa sk\u0142ada\u0142a si\u0119 z\u00a0kilkorga z nas, z Powstania, odnalezionych w Otwocku, z kilkorga z sanatorium i z mieszka\u0144c\u00f3w. Nazywali\u015bmy si\u0119 Tajna Armia Polska. Postanowili\u015bmy wyda\u0107 pisemko. Chyba to by\u0142o w grudniu albo w\u00a0styczniu, wtedy kiedy mo\u017cna by\u0142o przej\u015b\u0107 przez Wis\u0142\u0119 na druga stron\u0119. W Piastowie mieszka\u0142a siostra jednego z koleg\u00f3w i mia\u0142a maszyn\u0119 do pisania. Podj\u0119\u0142am si\u0119 stworzy\u0107 pierwszy numer. Posz\u0142am do niej i pisa\u0142am. Zapami\u0119tano &#8222;Czerwon\u0105 zaraz\u0119&#8221;, kt\u00f3r\u0105 pisa\u0142y\u015bmy u tej Szczepa\u0144skiej, w\u00a0czasie naszego pobytu na Starym Mie\u015bcie. &#8222;Czekamy na ciebie czerwona zarazo, by\u015b wybawi\u0142a nas od czarnej \u015bmierci&#8230;&#8221; Dwana\u015bcie zwrotek wystuka\u0142am. To by\u0142 nasz pierwszy numer, zreszt\u0105 jedyny. Zacz\u0119\u0142y si\u0119 aresztowania pod koniec lutego i w marcu, si\u00f3dmego, przyszli aresztowa\u0107 mnie. Us\u0142ysza\u0142am: &#8222;Wy m\u0142odzi nie b\u0119dziecie mi tu przeszkadza\u0107 budowa\u0107 Polsk\u0119. Ja Polsk\u0119 komunistyczn\u0105 budowa\u0142em przed wojn\u0105&#8221;. Waln\u0105\u0142 mnie w twarz, bo szuka\u0142 broni. Szpera\u0142 w piecyku, a piecyk wystudzony, bo nie mia\u0142am czym pali\u0107. Broni \u017cadnej nie mia\u0142am. Powiedzia\u0142am mu, \u017ce je\u015bli tacy d\u017centelmeni jak on b\u0119d\u0105 budowa\u0107 Polsk\u0119, to biedna ona. Dos\u0142ownie tak mu powiedzia\u0142am. Zabrali mnie i moje wszystkie pami\u0105tki. Najbardziej \u017cal mi mojego pami\u0119tnika, kt\u00f3ry pisa\u0142am w Otwocku, dzie\u0144 po dniu. By\u0142y tam zapiski z Powstania. Wsadzi\u0142am do chlebaka panterk\u0119, ciep\u0142y sweter z tego urz\u0119du wojew\u00f3dzkiego, jeszcze par\u0119 pami\u0105tek. Razem z tym plecakiem umie\u015bcili mnie na tylnym siedzeniu willisa. Jechali\u015bmy przez Warszaw\u0119. By\u0142o pe\u0142no \u015bniegu. Niesprz\u0105tane ulice, grubo \u015bniegu, rozje\u017cd\u017canego przez samochody. Na ulicy Wolskiej, niestety, wypchn\u0119\u0142am nog\u0105 ten plecak. Co\u015b mnie skusi\u0142o. Ba\u0142am si\u0119 widocznie, \u017ce b\u0119d\u0105 wydobywa\u0107 nazwiska i imiona, zaczn\u0105 m\u0119czy\u0107 mnie o ludzi. Przecie\u017c chcieli z\u0142apa\u0107 wszystkich akowc\u00f3w. W ten spos\u00f3b pozby\u0142am si\u0119 moich pami\u0105tek. Dlatego nie\u00a0mam nic z Powstania. Po kr\u00f3tkim przes\u0142uchiwaniu, fizycznie bolesnym, wywieziono nas do Rembertowa. Tam by\u0142 ob\u00f3z dla internowanych. Tam si\u0119 mie\u015bcili Rosjanie, trefni, folksdojczki. W\u00a0naszej sali by\u0142y folksdojczki, Rosjanka i my na najwy\u017cszej pryczy, takiej drewnianej, dooko\u0142a sali budowanej. To by\u0142a fabryka amunicji, nazywa\u0142a si\u0119 kiedy\u015b \u201ePocisk\u201d. W tej fabryce nas umie\u015bcili. Tam siedzieli\u015bmy w dniu 9 maja, kiedy by\u0142 nad Warszaw\u0105 taki entuzjazm, wystrza\u0142y i rakiety i zimne ognie i\u00a0sztuczne ognie. My siedzia\u0142y\u015bmy za drutami. G\u0142odno by\u0142o, sm\u0119tnie, ale nikt nas nie bi\u0142, nie\u00a0torturowa\u0142. \u017bywili nas zup\u0105 z \u0142upinami. To si\u0119 jad\u0142o. G\u0142odni byli\u015bmy. Mieli\u015bmy zmienione twarze, bo z g\u0142odu to twarz si\u0119 zmienia, cera si\u0119 robi przede wszystkim szarozielona. By\u0142o tam wielu partyzant\u00f3w Soko\u0142owskiego i z innych rejon\u00f3w. Kt\u00f3rego\u015b dnia przywie\u017ali ca\u0142\u0105 grup\u0119 staruszek i\u00a0dziewcz\u0105t zebranych ze wsi. Potem. 21 chyba, to by\u0142y Zielone \u015awi\u0105tki w maju, by\u0142o wielkie odbicie w\u00a0Rembertowie. Przyjecha\u0142a grupa &#8222;Wichury&#8221;, odbi\u0142a swoich. To by\u0142o tak szybko, tak kr\u00f3tko, tak zr\u0119cznie i odjechali. Ci, kt\u00f3rzy nie mieli dok\u0105d albo mieli daleko, byli zdezorientowani, nie wiedzieli, czy ucieka\u0107. Pewna grupa przez bram\u0119 zniszczon\u0105 si\u0119 wydosta\u0142a. Nast\u0119pnego dnia kazali nam stan\u0105\u0107 na apelu, jak zwykle, i przyganiali ich, a potem umie\u015bcili ich w oddzielnej sali. Kilka os\u00f3b pope\u0142ni\u0142o samob\u00f3jstwo, nie mog\u0105c znie\u015b\u0107 tego bicia. By\u0142y takie trudne prze\u017cycia. W ko\u0144cu czerwca przywie\u017ali nas do obozu internowanych w Poznaniu. Na Osiedlu Grunwaldzkim umieszczono nas przy ulicy S\u0142onecznej. Wtedy ju\u017c chyba zacz\u0119to przekazywa\u0107 internowanych Polak\u00f3w w r\u0119ce Urz\u0119du Bezpiecze\u0144stwa, NKWD si\u0119 wycofywa\u0142o. Szli\u015bmy przez ulice i zorientowali\u015bmy si\u0119, \u017ce ludzie na nas pluj\u0105. Zbi\u0142y\u015bmy si\u0119 w grup\u0119 i zacz\u0119\u0142y\u015bmy skandowa\u0107: \u201eMy z AK! My z AK!\u201d Nas taka grupa by\u0142a chyba z\u00a0dw\u00f3ch barak\u00f3w drewnianych. Tam te\u017c by\u0142o weso\u0142o \u2013 w ko\u0144cu jednak ta m\u0142odo\u015b\u0107 w nas tkwi\u0142a. Potrafi\u0142y\u015bmy by\u0107 dowcipne, \u015bmia\u0107 si\u0119 i czeka\u0142y\u015bmy ko\u0144ca. Nie kazali nam pracowa\u0107, nie bili, jad\u0142y\u015bmy byle co. Za byle przewinienie, na przyk\u0142ad za zbli\u017canie si\u0119 do drutu, do m\u0119\u017cczyzn, karano nas. A\u00a0m\u0119\u017cczy\u017ani dla nas zawsze mieli troszk\u0119 mas\u0142a. Ja by\u0142am tak zwanym Kubusiem, bo by\u0142am w\u00a0spodniach. Nazwali mnie Kubu\u015b, z t\u0105 ostrzy\u017con\u0105 g\u0142\u00f3wk\u0105. Jeden z pan\u00f3w ci\u0105gle mi co\u015b tam przesy\u0142a\u0142. To dla Kubusia, to Kubusiowi&#8230; Raz si\u0119 zbli\u017cy\u0142am i dosta\u0142am w emaliowanym garnuszku troch\u0119 mas\u0142a. To by\u0142y takie oznaki sympatii ludzkiej. W Rembertowie by\u0142 zesp\u00f3\u0142 rewelers\u00f3w \u2013 czterech ch\u0142opc\u00f3w w\u00a0r\u00f3\u017cnym wieku zebra\u0142o si\u0119 i przychodzi\u0142o do nas na koncert, \u015bpiewa\u0142o piosenki dowcipne, mi\u0119dzy innymi ko\u0142ysanki. By\u0142y\u015bmy im wdzi\u0119czne za to. Tak sobie cz\u0142owiek ubarwia\u0142 \u017cycie. Zatrzymana by\u0142am do ko\u0144ca lipca. W ko\u0144cu lipca zacz\u0119to nas zwalnia\u0107. Wr\u00f3ci\u0142am do mamy. Pojecha\u0142am do Warszawy bardzo \u015bmiesznym poci\u0105giem, tak prze\u0142adowanym strasznie, \u017ce ju\u017c dla mnie nie starczy\u0142o miejsca. Nikt nie sprawdza\u0142 bilet\u00f3w, nikt nie m\u00f3wi\u0142 i nikt nie wymaga\u0142. Wskutek tego sta\u0142am na stopniu poci\u0105gu osobowego, a przez okno z ubikacji m\u0119\u017cczyzna trzyma\u0142 mnie za g\u0142ow\u0119, \u017cebym nie spad\u0142a ca\u0142kiem. Tak jecha\u0142am do Warszawy. A z przeciwka jecha\u0142 poci\u0105g towarowy. Tam tory nie by\u0142y tak daleko od siebie. Widzia\u0142am, \u017ce jest na\u0142adowany deskami. A te deski nie by\u0142y takie grzeczne i si\u0119 koleba\u0142y. To sobie my\u015bla\u0142am, \u017ce je\u015bli deska w tym momencie si\u0119 przechyli, to mnie trzepnie. Nic\u00a0takiego jednak si\u0119 nie sta\u0142o. Tak dojecha\u0142am do Warszawy, znowu zwiedza\u0142am j\u0105 i znowu posz\u0142am do miejsca, gdzie odkopywano, tam, gdzie moja przyjaci\u00f3\u0142ka zgin\u0119\u0142a \u2013 do Pa\u0142acu Krasi\u0144skich. Wesz\u0142am w d\u00f3\u0142 i siedzia\u0142am tam do p\u00f3\u017aniej nocy. Pami\u0119tam, \u017ce ksi\u0119\u017cyc \u015bwieci\u0142, a ja skroba\u0142am co\u015b o\u0142\u00f3wkiem na \u015bcianie, jaki\u015b wiersz z serca. Nie mog\u0142am wyj\u015b\u0107 stamt\u0105d. Nie wiedzia\u0142am, czy ich wyci\u0105gni\u0119to, podobno ekshumacja nast\u0105pi\u0142a ju\u017c na wiosn\u0119. Wtedy nie wiedzia\u0142am. Potem si\u0119 wygrzeba\u0142am, wr\u00f3ci\u0142am do domu. Zaj\u0119\u0142am si\u0119 swoj\u0105 edukacj\u0105, trzeba by\u0142o j\u0105 doko\u0144czy\u0107, zrobi\u0107 krok naprz\u00f3d. Zda\u0142am du\u017c\u0105 matur\u0119. W 1946 roku postanowi\u0142am sobie znale\u017a\u0107 miejsce do \u017cycia i\u00a0wyjecha\u0142am na Zach\u00f3d. Przyjecha\u0142am do Wroc\u0142awia. Co\u015b mnie tu kierowa\u0142o. Zacz\u0119\u0142am chodzi\u0107 po tym mie\u015bcie, ono tak samo by\u0142o poranione jak Warszawa. Miejscami takie same gruzy, mo\u017ce niewypalone ale zburzone. Ale to nie by\u0142y drogie gruzy, ja tu nie musia\u0142am p\u0142aka\u0107. Nie pami\u0119ta\u0142am ich przedtem, to by\u0142y obce gruzy. Przy tym miasto tyle zieleni mia\u0142o, pi\u0119knych most\u00f3w. Jest w nim co\u015b takiego urokliwego, mimo \u017ce ta architektura do mnie nie przemawia\u0142a, te osiemnastowieczne miejsca by\u0142y jakie\u015b obce. Wr\u00f3ci\u0142am do Kutna i powiedzia\u0142am mamie, \u017ce b\u0119d\u0119 \u017cy\u0142a we Wroc\u0142awiu. Przyjecha\u0142am, wysz\u0142am z Dworca Nadodrze, tego samego dnia mia\u0142am mieszkanie i prac\u0119. Wesz\u0142am do sklepu spo\u017cywczego i poprosi\u0142am o bu\u0142k\u0119 przekrojon\u0105, a do \u015brodka troch\u0119 mas\u0142a, \u017cebym mog\u0142a od razu zacz\u0105\u0107 je\u015b\u0107. Pani zrobi\u0142a mi t\u0119 przyjemno\u015b\u0107 i zapyta\u0142am si\u0119 te\u017c, czy kto\u015b nie potrzebuje przypadkiem tutaj pracownika. Zacz\u0119\u0142a si\u0119 rozmowa: &#8222;A panienka co zna?&#8221; \u2013 &#8222;Jestem po maturze.&#8221; \u2013 &#8222;Wie pani co, tutaj jest takie biuro administracji. Prowadzi je sympatyczny in\u017cynier ze Lwowa. On co\u015b m\u00f3wi\u0142, \u017ce potrzebuje urz\u0119dniczki.&#8221; \u2013 &#8222;A gdzie to?&#8221; \u2013 &#8222;S\u0142owia\u0144ska trzyna\u015bcie.&#8221; My\u015bla\u0142am sobie: trzyna\u015bcie, to jest to! Trzynastka by\u0142a dla mnie pomy\u015bln\u0105 dat\u0105, wbrew przes\u0105dom. Posz\u0142am na\u00a0S\u0142owia\u0144sk\u0105 13, spotka\u0142am si\u0119 z panem in\u017cynierem. Popatrzy\u0142 na mnie i powiedzia\u0142, \u017ce chce mie\u0107 urz\u0119dniczk\u0119 po maturze. Wtedy to by\u0142o osi\u0105gni\u0119cie. Zgodzi\u0142 si\u0119. Od razu pokaza\u0142 mi pok\u00f3j. By\u0142o lustro, po\u015bciel, meble, kuchnia z naczyniami. Mieszkanie poniemieckie. I tak zacz\u0119\u0142am \u017cycie we Wroc\u0142awiu. (Muzeum Powstania Warszawskiego &#8211; Wroc\u0142aw, 5 kwietnia 2005 roku; wspomnienia spisa\u0142 Tomasz \u017bylski)<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>TRAFIKOWSKA Irena z d. Skibi\u0144ska [19-20-24], urodzona 23.08.1925 r., harcerka, \u017co\u0142nierz Powstania Warszawskiego (batalion Parasol \u2013 sanitariuszka \u0142\u0105czniczka); dzia\u0142aczka wroc\u0142awskiego zarz\u0105du AK. Zmar\u0142a 16.11.2013 r. &nbsp; Wspomnienia \u00a0 Przed 1 wrze\u015bnia 1939 roku by\u0142am harcerk\u0105 i uczennic\u0105, w wakacje zda\u0142am do drugiej klasy gimnazjum w Kutnie. Rodzina mieszka\u0142a w Kutnie. &hellip;<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[2],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/622"}],"collection":[{"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=622"}],"version-history":[{"count":1,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/622\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":624,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/622\/revisions\/624"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=622"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=622"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/cmentarz.wroclaw.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=622"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}